Macie tak czasem, że słowa się wam piętrzą pod powierzchnią skóry, proszą o wypuszczenie na papier, ale głowa je blokuje, bo wie, że nie stanowią one żadnej sensownej całości? Otóż Pseudoświnia znajduje się w takim stanie od dłuższego czasu, co ją martwi niezmiernie. Dawanie ujścia słowom jest dla Pseudoświni niejako czynnością fizjologiczną, bez której trudno jest człowiekowi przetrwać. A tutaj nic. Słowne zaparcie. Jadła Pseudoświnia kapustę kiszoną. Jadła suszone śliwki. Ale słowa nadal tylko krzyczą uwięzione. Bezsensowne. I w ten oto sposób stała się Pseudoświnia dysgrafką.
Nawet w snach.
Nawet w snach.
Zadanie: Filifionki i ich zwyczaje. Bardzo proszę - kartki i ołówki. Zaczynamy. Czas: 15 minut.
Pseudoświni chce się płakać. Przecież tak dobrze zna się na Filifionkach i ich zwyczajach (lubią sprzątać, a jedna z nich boi się burzy). Rozgląda się nerwowo po sali, wszyscy piszą zawzięcie, tymczasem Pseudoświni ołówek ani drgnie. A tak bardzo chce się dostać do Akademii Literatury im. Muminków. Tymczasem w komisji egzaminacyjnej same sławy (z Tokarczuk na czele).
- Cóż to za wstyd, - myśli Pseudoświnia rozgorączkowana. - Co się ze mną dzieje? Chyba postradałam zmysły! Pseudoświnia postanawia wyjść z sali. Podnosi się z miejsca i chce jej się płakać.
- Siedź, - ktoś syczy do Pseudoświni przez ramię i wciska ją na powrót w krzesło. - Nie poddawaj się tak łatwo, Pseudoświonio. Ja za ciebie napiszę o Filifionce. - Tokarczuk wyrywa jej kartkę z ręki i pisze jak burza.
Trudno nie zgadnąć, że Pseudoświnia dostała się do Akademii Literatury im. Muminków. Wprawdzie po protekcji, ale nie miała innego wyjścia - zmuszono ją. I jeszcze bezczelnie załapała się na bankiet na cześć Muminków z udziałem samej Toven Jansson, Samuela Becketta i... Filifionki!
Filifionka


