wtorek, 7 sierpnia 2012

Pseudoświnia i dżakfrut

Pseudoświnia zauważyła, że rzadko mówi się o daniach niesmacznych. O potrawach, które okazały się porażką poznawczą. O antyprzysmakach. Tymczasem Pseudoświnia doceniłaby, gdyby ktoś wspomniał także o jedzeniu obrzydliwym, którego należało by unikać. Gdyż jest ona wybredna w smakach i wiele rzeczy ją odstręcza. Jednocześnie jest ciekawa nowinek gastronomicznych i nie lubi marnotrawić żywności.

W odcinku pierwszym Pseudoświnia omówi ziarna dżakfruta czyli nie wiedziały gały, co brały. Albo nie wszystko złoto, co się świeci, pozory mylą i inne takie. Wyglądało toto pięknie: jak błyszczące otoczaki w modnym kolorze mint. Jak bardziej szlachetna odmiana bobu. Do tego egzotycznie brzmiąca nazwa: kãţhal. Nazwy 'jackfruit' na torbie nie było, bo sklep prowadzi sprzedaż produktów prosto z Bangladeszu. Dopiero co otworzyli w zeszłym tygodniu i się jeszcze, widać, nie rozkręcili. Jakby stało, że dżakfruit, to by to dało Pseudoświni do myślenia. Bo jeśli o ten owoc chodzi, to wiedziała ona, że miąższ jest ok, a nasiona to ewidentna ściema musi być. No i się nie pomyliła, niestety.
Zakupiła więc Pseudoświnia pokaźną torbę t e g o (tanie toto nie było), której zawartość ochoczo wrzuciła do gotującej wody. Już po paru minutach stało się jasne, że otoczaki nie zdobędą w gospodarstwie Pseudoświni popularności.
Cóż to za smród przęklety? - zawył z salonu Małpolud, gdy po mieszkaniu rozniosła się woń palonego ludzkiego tłuszczu (Pseudoświnia zawsze wyobrażała sobie, że właśnie tak ludzki tłuszcz musiałby wonieć).  
Jaki smród? Ja nic nie czuję? - Pseudoświnia próbowała jeszcze jakoś ratować sytuację, choć czuła, że wymyka jej się spod kontroli.  
Co ty tam za świństwo gotujesz? - dopytywał dalej zirytowany Małpolud.
Pseudoświnia rzuciła się więc szybko do internetu.
No właśnie. Co to jest?! - pomyślała. Yyyyy.... owoce dżakfruta gotuję! - rzuciła w stronę Małpoluda niepewnie. Podobno pyszne są...

Dodała sosu pomidorowego. Curry. Chilli. Czosnku. Cebuli.  W internecie radzili, że tak będzie jeszcze pyszniejsze. Bo bez sosu pomidorowego, curry, chilli, czosnku jest tylko... pyszne.
Chyba was pogięło! - pomyślała, spluwając.

Zdjęć 'potrawy' nie będzie.


Konkluzja: zdecydowanie trzymajmy się miąższu dżakfruta.



źródło: Wikipedia


Jest to największy na świecie owoc rosnący na drzewie.

29 komentarzy:

  1. moja najwieksza wtopa to bylo zamowienie "cicorii" w restauracji we wloszech, na poczatku mojej emigracji. nazywalo sie to cicoria, pomyslalem wiec, ze to ta nasza gorzka cykoria, taka ladna, zoltawa w kolbkach; niestety przyniesli mi gotowana murawe pilkarska, ktory troche wizualnie przypominala duszony szpinak, wiec sprobowalem i autentycznie zwymiotowalem, a co gorsza zaraz wymiocine polknalem, bo nie moglem sobie pozwolic na sceny sensacji ze wzgledu na towarzystwo radical-chic...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli rzygnąłeś do środka. introwertycznie. wow. hardcore :)))
      no i widzisz. mój pomysł już działa. też bym pewnie zamówiła cicorii. dzięki Tobie ominie mnie rzyg introwertyczny. fenk ju :)

      Usuń
  2. Wygląda w sumie obiecująco...
    Szkoda, że jeno wygląda, może trzeba toto upiec, albo udusić najpierw dla świętego spokoju?
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzymaj się miąższu, kochana. just sayin' :)

      Usuń
    2. wielki z niego overpromise!

      Usuń
  3. przypomniał mi się wpis Ani M imieninowy, z 26 maja o rybie:)
    Dzięki za przedstawienie tego jakże interesującego fryktuzaurusa, który, jak widać, swą wielkością przerasta walory insze, np smakowe...
    Cóż, czy wpisuje się to w jakaś ogólniejszą regułę? Trudno powiedzieć...
    Tak czy siak te dwie cechy wydobyłam: największość i równie znaczącą ohydę gdy w grę wchodzi spożywanie.Wniosek -> to co największe niekoniecznie smaczne. To co egzotyczne i nowe, nie zawsze warte jest zainwestowanych oczekiwań, ale tego nie dowiemy się zanim nie skosztujemy, zwłaszcza gdy nie mamy wcześniej żadnych wyobrażeń.....
    (filozof ze mnie od 7dmiu boleści)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie. uczymy się przez doświadczenia. również i te bolesne. Ty wiesz, ile ja sie nasłuchałam o marnowaniu jedzenia i że poleciałam na egzotykę właśnie ;) ale co wiem, to moje. o!
      idę sobie odświeżyć wpis Ani!

      Usuń
  4. nie trafiłam jeszcze na coś czego bym nie zjadła. może dlatego jestem xxx size.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o rany, wymiękam! mozesz dać mi w twarz ale musze to powiedzieć. Kocham Cię futrzaku, kimkolwiek jesteś

      Usuń
    2. ja też ryknęłam sążnistym śmiechem :)))) futrzak rules!!

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. futrzaku, mam podobnie:)

      Usuń
    5. schronku, dobry pomysł na wpis:)))

      Usuń
    6. dzięki, Viki. nie mogłam tej traumy gastronomicznej pominąc milczeniem :)

      Usuń
  5. wybornie niesmaczne dania mają tę zaletę, że łatwo je przerobić na... kompost :)

    a odpowiednio spożytkowany kompost może wpłynąć pozytywnie na wzrost rozmiarów cukinii, marchewki, groszku. a potem z tych warzywnych darów losu można wyczarować...

    więc może... yyy jak to się mówi? aaa- nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. pierogi? ach, zazdroszczę! uwielbiam.

      Usuń
    2. w tych szpilkach ??? 8-)

      Usuń
    3. obowiązkowo! jak nie na nogach to w kieszeni ;)

      Usuń
  7. Od dziś nic nowego nie zjem! Whiskas rules!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też pewnie wybrałabym Whiskas niż to świństwo ;)

      Usuń
  8. Jackfruit nieznłam wcześniej człowieka. Fuck! Chinatown tutaj zawalone tym frutem. Teraz kumam dlaczego reszta społeczeństwa nie lubi tej części maista ( bo wali niemiłsiernie) jak mówią.
    Kochana zostań przy pierogach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas też w China Town ten potwór króluje :)
      pierogi górą! forever! x

      Usuń
  9. nie polecam naleśników z jarzębiną, a przynajmniej nie polecam wrzucać w nich jarzębiny hurtem do ciasta - bezpieczniej po kilka koralików wrzucić na ciasto wylane na patelnię.

    jarzębina jest gorzka, wiec jej nadmiar na cieście, zwłaszcza gdy podajemy ten specyfik ze słodkim nadzieniem, wnosi za dużo goryczy - rodzina wersje oprotestowała

    osobiście zaś nie mam nic przeciwko, tylko liczy się umiar jarzębinowy, a jako dodatek - jabłuszka duszone (z cynamonem i goździkiem, słodzone miodem i podlane nieco rumem :) ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. matko, ja nawet nie wiedziałam, ze jarzębinę można jeść. to znaczy słyszałam o jarzębinówce, ale żeby do naleśników? bardzo ciekawe.
    a jabłuszka jak najbardziej przyrządzę! brzmią bardzo kusząco! dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  11. SZCZAM POD SIEBIE I TO CZYTAM!
    Co najlepsze dżakfrut leży w mojej spiżarence i paczy na mnie wymownie. Ale nie tknę śmierdziela!

    OdpowiedzUsuń
  12. Arti, sam miąższ jest ok, ale nasiona - trzymaj się od nich z daleka! :)

    OdpowiedzUsuń