niedziela, 29 czerwca 2014

Pseudoświnia i karmel

Czy ktoś z Was kiedyś próbował robić karmel? Nie? No to może lepiej nie próbujcie, a już w żadnym wypadku z wykorzystaniem puszki z mlekiem skondensowanym. Bo to się w najlepszym przypadku może skończyć pełną ekspresji malowniczą eksplozją i zniszczeniem mienia typu ulubiony garnek Małpoluda, sufit i co tam jeszcze, w najgorszym zaś zapewne ranami ciętymi, szarpanymi i poparzeniami trzeciego stopnia. Potem to już tylko kilka dni usuwania spalonego karmelu ze wszelkich możliwych powierzchni: pojemników z solą i pieprzem, roślin doniczkowych (listek po listku), podłogi, sufitu, ścian, szafek, żarówki, firany, szyb, wentylatorów. A to wszystko po kilka razy, bo wciąż się klei i maże. Ratunku!

Czy wiecie, jaki kolor i konsystencję ma spalony karmel? Jeśli oglądaliście Trainspotting, to na pewno pamiętacie TĘ scenę:


Uderzające podobieństwo, prawda?



Co za weekend! Dzięki bogu już się skończył...

39 komentarzy:

  1. ej, ale z mleka w puszce to kajmak, nie karmel :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli taki dziadowski karmel? to by się całkiem zgadzało :)))

      Usuń
    2. no nie, karmel to cukier i odrobina wody :)

      Usuń
    3. a w ogóle, to sprzedają takie gotowe, bez ryzyka eksplozji :) https://www.frisco.pl/pid,7555/n,sm-gostyn-masa-krowkowa-kajmak/stn,product

      Usuń
    4. a ja, widzisz, chciałam być samowystarczalna ;)

      Usuń
  2. Oczywiście nie karmel tylko kajmak, zawsze robię z puszki. Puszka do wody głębokiej i gotuje się 2 minimum godziny. Zawsze się udaje. karmel to raczej sam przysmażony cukier... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się też do tej pory zawsze udawał. ale tym razem zasnęłam...
      nigdy więcej, bo nie ufam sobie :\

      Usuń
  3. i jeszcze się Wam do czegoś przyznam - ja całe życie myślałam, że to z puszki gówno, to karmel :))) a kajmak to mi się kojarzył z jakimś wielkim rarytasem. prawie czymś takim mitycznym jak marcepan, haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo lubię to z puszki, nie wyrażaj się ;)

      Usuń
  4. ja też i ta moja pazerność zgubiła. też byś się tak wyrażała, jakbyś to pazurami własnemi skrobać przez trzy dni musiała :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trzeba było rozmoczyć, Przed skrobaniem, znaczy...

      Usuń
    2. namoczone ściekało brunatnymi strugami... drogą wielu prób doszłam do tego, że najlepiej działało skrobanie, a dopiero potem mokra ściera. po wielokroć :\

      Usuń
    3. Oj, namęczyłaś się...

      Usuń
    4. bardzo. ale cieszę się, że nic nam się nie stało!
      psokojnej nocy, kochana! x

      Usuń
  5. Czyli było to Ostatnie Kuszenie Kajmakiem.
    Teraz już spokojnie możesz robić karmel.
    Czy zdjęcie kuchni ma coś wspólnego z Twoją kuchnią?!!!
    Aaaaaaaaaaaaaa!!!
    Bardzo współczuję!
    Ja mam tylko biegunkę psa w sieni, do uprzątnięcia i teraz wydaje mi się to mniejszym problemem ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, kochana, to właśnie tak wyglądało minutę po wybuchu, grr.
      ale już jest dobrze, już nie ma, już sobie poszło, choć wciąż w to nie wierzę ;)

      Usuń
  6. kolor kajmakowy na ścianach. W tym sezonie równie modny jak karmelovy. Artyzm i profeska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :DDDD
      schroni, współczuję:***

      Usuń
    2. Megi - był taki czeski (wtedy czechosłowacki) artysta, Vladimir Boudnik, którego sztukę określano mianem eksplozjonizmu. od razu mi się skojarzyło. zaraz po tej scenie z powyższego filmu :))
      viki - dzięki xx

      Usuń
  7. o mój matko! największe kuchenne armagedony z moim udziałem były związane z niedomkniętym pojemnikiem blendera i myślałam, że dzierżę palmę pierwszeństwa, czy coś... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze by było, gdybym już dalej się w kwestii tych armagedonów nie posuwała. mam nadzieję, że osiągnęłam apogeum..

      Usuń
  8. Współczucie...
    Ale zapach chyba o niebo lepszy niż w tym filmie, tak przypuszczam. Przynajmniej tyle:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapach bardzi intensywny jakby przypalonej kawy, w wyniku czego odrzuciło mnie od tej używki na kilka dni. fakt, jak to skrobałam, to myślałam cały czas o tej scenie i to było pewne ukojenie, że jednak mogło być gorzej :)))

      Usuń
  9. O DŻIZAS!!! Jakim cudem Ty to zrobiłaś???
    Robiłam karmel nie raz nie dwa, taki z puszki, taki robiony samemu, robiłam mordoklejeczki domowe, sosy karmelowe i nigdy nic takiego...Aż przestraszyłaś mnie teraz :O
    Jedna rada, jak się gotuje cukier, wiesz wsypujesz cukier i on się rozpuszcza, jest jasny i czekasz czekasz aż się zrobi karmelowy w kolorze, do tego czasu nigdy broń Boże mieszać nie wolno...ale takiego kataklizmu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zasnęłam, cholera, zasnęłam! gdy eksplozja wstrząsnęła domem, a ja wbiegłam do kuchni, to aż w tym usiadłam z tego szoku. wciąż w to nie wierzę, że udało mi się to wszystko zeskrobać..

      Usuń
  10. kuchenne rewolucje;)
    Z wody i cukru nigdy mi nie wyszedł idealny, lejący się karmel; albo za rzadki, albo jak kamień, bodaj zęby połamać - też przestrzegam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja zawsze myślałam, że to takie proste. za komuny babcia, szast prast, wrzucała skłądniki do garnka i już - gotowe! ;)

      Usuń
  11. raz robiłam karmel- oczywiście spaliłam go, smród w całym domy, garnek do wyrzucenia
    nigdy więcej!
    a masę kajmakową kupuję, bo się boję tego wybuchu
    nie raz już o tym słyszałam :(
    dobrze, że nic się Tobie nie stało
    oparzenie takim czymś... nawet nie chcę myśleć
    ♥♥♥
    już Ty lepiej rób bitą śmietanę :PPP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach, siostro, czyli czujesz ten ból!
      jak patrzę na poparzenia widoczne na liściach roślin doniczkowych, to wnioskuję, że taki wybuch ma całkiem szatański potencjał :/

      Usuń
  12. (Gdzie się podziała moja paplanina? No przecież pisałam!)
    Po pierwsze współczuję serdecznie.
    A po drugie, mam w życiorysie doswiadczenie z gotowania mleka skondensowanego do zgęstnienia, ale efekt był hmm, odwrotny. Z przepisu nie wynikało jasno, że trzeba gotować w puszce więc przelałam do garnka i czekałam aż zgęstnieje... 4 godziny. W końcu poszło do zlewu. Jak się potem dowiedziałam, że trzeba gotować w puszce to mi przeszła ochota, bo jakoś tak podświadomie czułam, że to może być niebezpieczne eksperymentum. Zamknięta hermetycznie puszka i podgrzewanie? To nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie. jak widać wyrób karmelu nie jest prostą czynnością! w dodatku pełną pułapek i niebezpieczeństw! ;)

      Usuń
  13. Grubo, a tylko chwilę mnie nie było... Pani słodka, ja jedyne co robię sama, to pastę cukrową do depilacji, na szczęście ona nie wybucha

    kiss kiss

    OdpowiedzUsuń
  14. mnie by taka pasta zapewne permanentnie przyschła do goleni. auć! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ma przyschnąć i należy ją zerwać, razem z tym, czego chcemy się pozbyć... w zasadzie, mnie to pasuje, nie lubię jak mnie ktoś zrywa :P

      ale ten karmel to Ci imponująco wybuchłbył

      Usuń
  15. wiesz, do tej pory nie miałam takich "przygód" podczas robienia karmelu z mleka w puszce :)

    OdpowiedzUsuń