poniedziałek, 1 grudnia 2014

Pseudoświnia i nieśmiertelnik

Kwiaty cięte nie są czymś, co Pseudoświnię zachwyca, gdyż są cholernie stresujące. Stoją i niby są piękne i pachnące, ale jakby nie patrzeć, obumierają. I nic się z tym zrobić nie da.

[tak, tak, wiadomo: carpe diem]

Rozważna romantyczność w ochoczym przyjmowaniu bukietów warzyw jest zdecydowanie preferowaną opcją!

Ale, ale, jeden taki się tutaj ostatnio przyplątał dziwak: zerwany w okolicy Stadionu Olimipijskiego trzy tygodnie temu, wciąż olśniewa urodą i świeżością.

Buntownik z wyboru czy ufoludek? A może zmodyfikowany genetycznie eksperyment?

W każdym razie na pewno promień słońca w morzu ciemności.
Oby żył jak najdłużej.




Tym trudniej się będzie z nim rozstać.

18 komentarzy:

  1. one tak zawsze długo stoją. Śniedki też, teraz już miesiąc u mnie. Taki śniedek trochę już widział, przywiązałam się.

    OdpowiedzUsuń
  2. Postanowił udowodnić wszystkim, ż kto jak kto, ale on da radę śmierć pokonać:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. chyba wypowiedziałam złe zaklęcie, bo zaczął padać...

      Usuń
    2. i tak długo dał radę :*

      Usuń
  4. Uchował się o tej porze? I jeszcze żyje. Toż cud nieledwie.
    Carpe diem!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, dla mnie to margerytka, a nieśmiertelnik kojarzy mi się bardziej ze słomiankami albo kocankami.
    A u mnie w donicy na dworze znowy zakwitły pierwiosnki i szafirki... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to może trzeba je wnieść do domu, bo słyszałam, że niezłe mrozy u Was..
      ja go nazwałam 'rumian' :)

      Usuń
  6. Oj tam mrozy:) dzisiaj minus 1 było w nocy, tylko :) A to co zakwitło to wiosenne jest przecie kwiecie, więc do przymrozków powinno być przyzwyczajone :)

    OdpowiedzUsuń
  7. może zabrzmię jak antychryst- ale może on jest jak Jezus, który właśnie zmartwychwstał? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a kto tam, panie, w antychrysty dzisiaj wierzy? ;)
      też tak pomyślałam :)))

      Usuń
    2. kilka dni temu sąsiadka, lat 80 z plusem, ubolewała, że z obawy przed napaścią zdjęła z szyi łańcuszek z krzyżykiem. i smutno jej z tego powodu, bo przywykła, by od czasu do czasu, tak w ciągu dnia, raz i drugi pocałować wiszącego na niej Jezusa :)
      słysząc jej słowa- w pierwszym odruchu odskoczyłam
      ale w drugim- pomyślałam, że amulet jak amulet- ja przecież lepsza nie jestem- mam pierścień miedziany w kształcie jamnika, który przypomina mi o tym, by nie bać się penetrować dziedzin i miejsc nieznanych ;)

      Usuń
    3. och, amulety to podstawa. ja osobiście wybieram takie, które mnie nie odstraszają ;) więc rozumiem Twój odskok. ja mam taki odskok od dziecka - boję się i już :/

      Usuń